- Byliśmy umówienia - powiedział nie tracąc uśmiechu z twarzy - Idziemy? - zapytał po chwili.
- Jasne - odpowiedziałam i ruszyliśmy przed siebie, powolnym krokiem.
- Przepraszam - powiedział nagle.
- Za co?
- Za tą gadkę o rodzicach, nie miałem pojęcia.
- Spoko, nic się nie stało. W sumie to ja przepraszam, miałam dzisiaj zły dzień.
- To może uda mi się to jeszcze zmienić. Chcesz iść ze mną do dojo?
- Trenujesz? - zapytałam z uśmiechem, który pojawia się na mojej twarzy. Nic nie mówił tylko chwycił mnie za rękę i poszliśmy do budynku nad, którym wisiał szyld z zielonym napisem "Bobby Wasabi". W środku było sześć osób. Blady chłopak, z czarnymi włosami i latynoskimi rysami twarzy, ładna niewysoka brunetka, chłopak, który siedział na ławce z jakimś notesem, śliczna blondynka stojąca obok latynosa, rudy, chudy chłopak z piegami i kolejna brunetka czytająca jakąś grubą książkę.
- Cześć wszystkim, to jest Kim. Poznaj Jerry'ego, Grace, Masona, Mikę, Miltona i Julię. - przedstawił wszystkich wskazując kolejno na nich palcem.
- Hej - przywitali się chórem.
- Dobra zaczynamy trening. - powiedział niski mężczyzna z czarnym pasem zwany "sensejem" - Czy to nowa uczennica? - zwrócił się do mnie.
- Ja... Nie, chciałam tylko popatrzeć - powiedziałam nie owijając w bawełnę.
- Dobrze, więc w takim razie usiądź obok Miki i Julii - powiedział. Zajęłam miejsce obok dziewczyn i oglądałam trening z uwagą. Najpierw były sparingi. Milton i Mason walczyli jako pierwsi. Po niecałej minucie wygrał Greybeck.
- Ty i Jack to coś poważnego? - zapytała Mika.
- Nie znamy się dopiero pierwszy dzień - oznajmiłam.
- I już zrobił na tobie wrażenie. Uważaj na niego. To typowy podrywacz. Nasz przyjaciel, ale co tydzień przyprowadza inną dziewczynę do dojo. Ty najwyraźniej wpadłaś mu w oko - zakończyła i odwróciła wzrok. Zwycięzca pierwszej walki stanął na macie z Grace. Ona wygrała i walczyła z Jerry'm. Byli na tym samym poziomie więc ta walka trochę zajęła. Jednak w rezultacie zwycięstwo odniósł Jerry. Teraz przyszła kolej na Jack'a. Na pierwszy rzut oka widać, że karate to jego prawdziwa pasja. W kilka sekund powalił Martineza na matę. Później sensei pokazywał im jakieś ciosy, a ja z Miką i Julią bardzo się polubiłyśmy. Całą resztę treningu przegadałyśmy i dobrze się poznałyśmy.
- Idziemy do Phila? - zapytał Milton.
- Ja i Kim idziemy się przejść. Jeszcze dużo do zwiedzenia nam zostało. - powiedział Jack - Chodź - powiedział i wyszliśmy z dojo. Przed tym dziewczyny rzuciły mi znaczące spojrzenie. Wyszliśmy z centrum i szliśmy przez park.
- Gdzie idziemy? - zapytałam jak skręcił w stronę małego, ale gęstego lasku.
- Zobaczysz. - trochę zwolniłam kroki.
- Nie bój się - powiedział i złapał mnie za rękę. Ruszyliśmy dalej, aż nagle się zatrzymał - Zamknij oczy - powiedział.
- Co ty kombinujesz? - zapytałam zdziwiona.
- No zamknij - powiedział i przyłożył dłoń do moich oczu. Objął mnie w pasie i powili zaczął iść dalej. Usłyszałam cichy szum morza. Pod nogami nie czułam już twardej wydeptanej ziemi i łamiących się gałązek, które spadły z drzew. Pewnie za sprawą wiewiórek czy innych zwierząt, które chodzą po drzewach.
- Witam na mojej własnej, mini plaży. - powiedział i odsłonił mi oczy. Było pięknie.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam wpatrując się we wszystkie detale tego miejsca. Nagle zawiał zimny wiatr, przez który przeszedł mnie dreszcz. Jack musiał to zauważyć ponieważ Okrył mnie swoją bluzą a sam został jedynie w cienkim podkoszulku. Spojrzał mi w oczy i złączył nasze usta w słodkim pocałunku, jednak nie na długo. Szybko się od niego oderwałam.
- Ja... Nie chcę... - powiedziałam przypominając sobie słowa Miki - Dziewczyny powiedziały mi o tobie co nie co i nie chcę być potraktowana jak zabawka - powiedziałam i odwróciłam od niego.
- One powiedziały prawdę. Najprawdziwszą prawdę, ale pominęły jeden szczegół. Zmieniłem się i to jakiś czas temu. Mogły nie zauważyć, ale jedna dziewczyna przemówiła mi o rozsądku. Nie potrafiłbym cię skrzywdzić Kim, kocham cię. Od pierwszego razu gdy cie zobaczyłem w klasie do teraz, kocham cię. Wybacz jeśli cię jakoś skrzywdziłem, ale swojego uczucia nie zmienię. Jesteś inna niż wszystkie, ładniejsza, fajniejsza, mądrzejsza... Nie potrafiłbym skrzywdzić kogoś takiego - zakończył, a mi zrobiło się głupio - Chodźmy już może do domu. Odprowadzę cię, robi się ciemno, a to spory kawałek drogi - dodał i ruszył w stronę lasku. Poszłam za nim. Całą drogę żadne z nas się nie odezwało. Ja po prostu się wstydziłam. Chyba za szybko go oceniłam, a dziewczyny się myliły. On już taki nie jest. Gdyby kłamał to powiedziałby, że kłamały, ale on mówił, że one mówiły prawdę, najprawdziwszą prawdę. Myślałam o nim i jego słowach resztę drogi i w domu też. Aż do momentu w którym zasnęłam.
- Jasne - odpowiedziałam i ruszyliśmy przed siebie, powolnym krokiem.
- Przepraszam - powiedział nagle.
- Za co?
- Za tą gadkę o rodzicach, nie miałem pojęcia.
- Spoko, nic się nie stało. W sumie to ja przepraszam, miałam dzisiaj zły dzień.
- To może uda mi się to jeszcze zmienić. Chcesz iść ze mną do dojo?
- Trenujesz? - zapytałam z uśmiechem, który pojawia się na mojej twarzy. Nic nie mówił tylko chwycił mnie za rękę i poszliśmy do budynku nad, którym wisiał szyld z zielonym napisem "Bobby Wasabi". W środku było sześć osób. Blady chłopak, z czarnymi włosami i latynoskimi rysami twarzy, ładna niewysoka brunetka, chłopak, który siedział na ławce z jakimś notesem, śliczna blondynka stojąca obok latynosa, rudy, chudy chłopak z piegami i kolejna brunetka czytająca jakąś grubą książkę.
- Cześć wszystkim, to jest Kim. Poznaj Jerry'ego, Grace, Masona, Mikę, Miltona i Julię. - przedstawił wszystkich wskazując kolejno na nich palcem.
- Hej - przywitali się chórem.
- Dobra zaczynamy trening. - powiedział niski mężczyzna z czarnym pasem zwany "sensejem" - Czy to nowa uczennica? - zwrócił się do mnie.
- Ja... Nie, chciałam tylko popatrzeć - powiedziałam nie owijając w bawełnę.
- Dobrze, więc w takim razie usiądź obok Miki i Julii - powiedział. Zajęłam miejsce obok dziewczyn i oglądałam trening z uwagą. Najpierw były sparingi. Milton i Mason walczyli jako pierwsi. Po niecałej minucie wygrał Greybeck.
- Ty i Jack to coś poważnego? - zapytała Mika.
- Nie znamy się dopiero pierwszy dzień - oznajmiłam.
- I już zrobił na tobie wrażenie. Uważaj na niego. To typowy podrywacz. Nasz przyjaciel, ale co tydzień przyprowadza inną dziewczynę do dojo. Ty najwyraźniej wpadłaś mu w oko - zakończyła i odwróciła wzrok. Zwycięzca pierwszej walki stanął na macie z Grace. Ona wygrała i walczyła z Jerry'm. Byli na tym samym poziomie więc ta walka trochę zajęła. Jednak w rezultacie zwycięstwo odniósł Jerry. Teraz przyszła kolej na Jack'a. Na pierwszy rzut oka widać, że karate to jego prawdziwa pasja. W kilka sekund powalił Martineza na matę. Później sensei pokazywał im jakieś ciosy, a ja z Miką i Julią bardzo się polubiłyśmy. Całą resztę treningu przegadałyśmy i dobrze się poznałyśmy.
- Idziemy do Phila? - zapytał Milton.
- Ja i Kim idziemy się przejść. Jeszcze dużo do zwiedzenia nam zostało. - powiedział Jack - Chodź - powiedział i wyszliśmy z dojo. Przed tym dziewczyny rzuciły mi znaczące spojrzenie. Wyszliśmy z centrum i szliśmy przez park.
- Gdzie idziemy? - zapytałam jak skręcił w stronę małego, ale gęstego lasku.
- Zobaczysz. - trochę zwolniłam kroki.
- Nie bój się - powiedział i złapał mnie za rękę. Ruszyliśmy dalej, aż nagle się zatrzymał - Zamknij oczy - powiedział.
- Co ty kombinujesz? - zapytałam zdziwiona.
- No zamknij - powiedział i przyłożył dłoń do moich oczu. Objął mnie w pasie i powili zaczął iść dalej. Usłyszałam cichy szum morza. Pod nogami nie czułam już twardej wydeptanej ziemi i łamiących się gałązek, które spadły z drzew. Pewnie za sprawą wiewiórek czy innych zwierząt, które chodzą po drzewach.
- Witam na mojej własnej, mini plaży. - powiedział i odsłonił mi oczy. Było pięknie.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam wpatrując się we wszystkie detale tego miejsca. Nagle zawiał zimny wiatr, przez który przeszedł mnie dreszcz. Jack musiał to zauważyć ponieważ Okrył mnie swoją bluzą a sam został jedynie w cienkim podkoszulku. Spojrzał mi w oczy i złączył nasze usta w słodkim pocałunku, jednak nie na długo. Szybko się od niego oderwałam.
- Ja... Nie chcę... - powiedziałam przypominając sobie słowa Miki - Dziewczyny powiedziały mi o tobie co nie co i nie chcę być potraktowana jak zabawka - powiedziałam i odwróciłam od niego.
- One powiedziały prawdę. Najprawdziwszą prawdę, ale pominęły jeden szczegół. Zmieniłem się i to jakiś czas temu. Mogły nie zauważyć, ale jedna dziewczyna przemówiła mi o rozsądku. Nie potrafiłbym cię skrzywdzić Kim, kocham cię. Od pierwszego razu gdy cie zobaczyłem w klasie do teraz, kocham cię. Wybacz jeśli cię jakoś skrzywdziłem, ale swojego uczucia nie zmienię. Jesteś inna niż wszystkie, ładniejsza, fajniejsza, mądrzejsza... Nie potrafiłbym skrzywdzić kogoś takiego - zakończył, a mi zrobiło się głupio - Chodźmy już może do domu. Odprowadzę cię, robi się ciemno, a to spory kawałek drogi - dodał i ruszył w stronę lasku. Poszłam za nim. Całą drogę żadne z nas się nie odezwało. Ja po prostu się wstydziłam. Chyba za szybko go oceniłam, a dziewczyny się myliły. On już taki nie jest. Gdyby kłamał to powiedziałby, że kłamały, ale on mówił, że one mówiły prawdę, najprawdziwszą prawdę. Myślałam o nim i jego słowach resztę drogi i w domu też. Aż do momentu w którym zasnęłam.
Super rozdział:*
OdpowiedzUsuńCzekam na nn^^
Super rozdział nie moge sie doczekac new!!!*** :)
OdpowiedzUsuń