niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 5 {Nieprzewidziane zdarzenie}-cześć 1

- Jak mogłaś mi nie powiedzieć? - zapytałam ledwo słyszalnym głosem.
- Przepraszam, sama nie wiedziałam. To Jerry. - broniła się. Jak wszyscy weszli do środka, chciałam zamknąć drzwi, ale tłum ludzi wbiegł do domu. Gwałtownie otwierające się drzwi odepchnęły mnie do tyłu. Upadłabym na ziemię, gdyby ktoś mnie nie złapał. Odwróciłam głowę w stronę tego kogoś... był to Jack. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- Nic ci nie jest? - zapytał.
- Nie, dzięki - odpowiedziałam, ale otrząsnęłam się, przecież w moim domu jest impreza... Kto jest za to odpowiedzialny... Zaraz, Jerry! - krzyknęłam w myślach. Jak na zawołanie sprawca się pokazał.
- Yo, Jack! Hej Kim. - powiedział uradowany, ale gdy zobaczył mój zabójczy wyraz twarzy od razu spoważniał - Co?
- Co to ma być? - zapytałam opanowując swoją złość.
- No sorry, ja tylko chciałem urządzić imprezę, żebyś nie była sama w tym wielkim domu i żebyś się choć trochę zabawiła.
- Ty jesteś taki głupi z natury czy ci za to płacą? - zapytałam ironicznie.
- Jestem spłukany. - powiedział i odszedł. Moje obawy były małe w końcu rodziców nie ma i nie dowiedzą się o tym bo nie mają od kogo... Zaraz przecież tu jest Mick! Muszę go jak najszybciej znaleźć i mu to wytłumaczyć oraz ubłagać żeby nie mówił mamie. A jeśli już jej powiedział, albo właśnie dzwoni! Moja głowa była pełna takich myśli. Ruszyłam przed siebie w poszukiwaniach kuzyna.
- Gdzie idziesz? - zapytał Jack.
- Poszukać kuzyna i ubłagać go, żeby nie mówił rodzicom o tej nieprzewidzianej imprezie.
- Iść z tobą? Przyda ci się obstawa - powiedział i strzelił z palców uśmiechając się. Odwzajemniłam gest i ruszyliśmy w tłum, z zamiarem odnalezienia Mick'a, ale na marne. Gdzie on się podział, jak wróciłam do domu to jeszcze tu był. Jest widzę go... Stoi w kuchni z jakimś plastikiem. Podeszłam do niego złapałam go za ucho i odciągnęłam trochę od niej. Zdziwił się moim zachowaniem, i już miał coś powiedzieć, ale zaczęłam pierwsza.
- Proszę ni mów rodzicom, to nie moja sprawka. - mówiłam z minął smutnego szczeniaczka.
- Może - zaczął.
- Nie możne tylko na pewno. - dodał Jack.
- Dobra nic nie powiem. - ulżyło mi. Trochę dziwne, że tak szybko poszło. Nie oglądając się za siebie wrócił do plastiku. Odprowadziłam go zdziwiony wzrokiem. Nagle usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Razem z Jack'iem pobiegliśmy a miejsce zdarzenia. Waza mojej mamy, którą dostała od swojej babci z Indii. Leżała na ziemi cała porozbijana na miliony malutkich kawałeczków. W tym momencie jednak nie to było ważne. Obok kawałków pamiątki mojej rodzicielki leżał krwawiący i plączący Jerry. Maił całą rękę we krwi. Jack i Grace poszli go uspokoić a ja zadzwoniłam na pogotowie. Milton i Julia w tym czasie pozbyli się reszty towarzystwa. Karetka przyjechała po kilku minutach, ratownicy zabrali Martineza do szpitala, a ja i reszta martwiliśmy się o niego. Po mojej głowie błądziła też myśl "Co się stanie jak mama się dowie co się stało z jej wazą?". Wzięłam szufelkę i zmiotkę. Zaczęłam zbierać pozostałości brązowego szkła. Wrzuciłam je do kosza, nawet gdybym chciała posklejać ją w całość, nie udałoby się to. Porozbijała się na malutkie kawałki.
- Kim nie przejmuj się Jerry'emu na pewno nic nie będzie a z wazą coś się wymyśli. Pocieszała mnie Grace. Usiadłam na krześle w kuchni. Z chęcią bym teraz do niego pojechała ale już za późno na odwiedziny w szpitalu. Kilka minut później w domu zostałam już tylko ja i Mick. Wzięłam 3 godziny prysznic na rozluźnienie i w piżamie, udałam się do pokoju. Weszłam na Facebooka. Dostępny był Jerry! Jakim cudem przecież niedawno płakał i krzyczał z bólu. Karetka go zabrała do szpitala a tu nagle nic mu nie jest i napisał, że nie może sie doczekać jutrzejszej imprezy. Słowo daję jak go zobaczę to nie ręczę za siebie.
                                                                                           

Dobra mam całkowitą pustkę w głowie, ale moja przyjaciółka się uparła, że mam dzisiaj dodać rozdział więc jest... połowa. Dedykuję tę połowę Wikandzie za ten jakże uroczy wpis na mojej osi czasu na fb. Pamiętaj, że mam twoją fotkę zrobioną dzisiaj koło 1 w nocy. Kocham cię i życzę ci wszystkiego najgorszego :*

3 komentarze:

  1. Ooo... nawzajem!
    No, ale miało się coś dziaaaać ;-;
    Czyli co?
    W drugiej części będą się pieprzyć, nie? ;-;
    taaaaaak xD i będą ćpać i pić i ogólnie to to wszystko będzie jedną wielką orgią analną xd
    nie zapomnijmy:
    - Ty jesteś taki głupi z natury czy ci za to płacą?
    - Jestem spłukany.
    ~by Wikanda xdd

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział :D
    Ej, ale zgadzam się z Wikandą! W następnym party hard i fap fap!
    Ogółem to fajnie piszesz :D
    Czekam na nn^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam
    serdecznie,
    rozdział przeczytałam jednym tchem. Podoba mi się, ale jest chyba za
    dużo dialogów względem reszty tekstu. Jednak to moje osobiste odczucie.
    Poza tym, za szybko się skończył.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Guardian Angel
    hope-i-jonathan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń