Mogą uważać, cię za szaleńca, ale gdy ci się powiedzie bez wahania spróbują tego samego...
Obudziłam się o 6:00. Wstałam powolnym krokiem z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam 10 minutowy prysznic, ponieważ miałam więcej czasu niż zazwyczaj. Założyłam to, włosy lekko podkręciłam i spuściłam na ramiona. Pomalowałam usta błyszczykiem, a oczy podkreśliłam kredką i tuszem. Spryskałam się perfumami i spakowałam książki do torby. Wzięłam ją ze sobą i weszłam na dół. W kuchni z moja mamą stał Mick. Nic się nie odzywając usiadłam do stołu i zjadłam śniadanie. Złapałam torbę i wyszłam z domu rzucając krótkie "Pa". W drodze do szkoły włożyłam słuchawki do uszu i puściłam muzykę. Do szkoły dotarłam nawet szybko. Podeszłam do swojej szafki, ale zanim zdarzyłam ją otworzyć, ktoś mi przeszkodził. Tym ktosiem była oczywiście Grace.
- No hej... - zaczęła - No mów.
- No więc... Jadę! - krzyknęłam i się przytuliłyśmy.
- Świetne rozmawiałam wczoraj z Rudy'm. Powiedział, że jedzie też Bobby, każdy ma oddzielny pokój i jedziemy na całe ferie, czyli dwa tygodnie. Jak nie będziemy zajęci treningami, to możemy chodzić zwiedzać i w ogóle co tylko chcemy. Bobby powiedział też, ze kupi nam wszystkim po jakiejś jednej odjazdowej pamiątce, ale to dostaniemy dopiero pod koniec wycieczki i to ma być niespodzianka i nit o tym nie wie. Ja sama o tym wie, dlatego, ze Rudy nie est zbyt dyskretny i mi powiedział, ale nikt ma się o tym nie dowiedzieć, dobra... A zwłaszcza Jerry bo ten to dopiero gaduła. - wreszcie skończyła.
- Kto gaduła? - zapytał Martinez podchodząc do nas.
- Yyy... Ruudyy. - powiedziała przeciągając samogłoski.
- Ooo... Tak rzeczywiście. - uwierzył i podszedł do Jack'a stojącego przy szafce naprzeciw.
- Wpadniesz dzisiaj do mnie? - zapytałam
- Jasne, ale na pewno nie na noc, bo mama zabroniła mi po tym jak późno wróciłam od Jeee... - ugryzła się w język.
- Od kogo? - zapytałam marszcząc brwi.
- Od Jeremy'ego... - dokończył w końcu.
- Znam cię zbyt dobrze, żeby w to uwierzyć. Mów u kogo byłaś.
- U Jerry'ego. - powiedziała ledwo słyszalnym głosem.
- U Martineza? - powiedziałam nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałam. Wiem, że Grace się w nim podkochiwała, ale nie, że coś kręcą.
- Tak, chyba jesteśmy parą.
- I ty miałaś czelność mi o tym nie powiedzieć! - krzyknęłam
- Bałam się...
- Ale czego? - chyba jej nie zrozumiałam.
- Tego, że... No właśnie... Nie wiem.. Po prostu się bałam...
- Dziewczyno jesteśmy przyjaciółkami i mi możesz powiedzieć o wszystkim. Od kiedy?
- No właśnie od... miesiąca...
- I nikt o tym nie wie?
- Nie, nikt... I myślę, że ty też nikomu nie powiesz.
- Jasne jak nie chcesz to nie powiem, ale dlaczego nie chcecie, żeby ktoś się dowiedział?
- Bo chcemy, żeby to było pewne, a my tylko tak, gdzieś wyjdziemy i tyle nawet się jeszcze nie całowaliśmy. - powiedziała, a po chwili dodała - Obiecasz, że na pewno nikomu nie powiesz? - powiedziała i się lekko uśmiechnęła.
- no jasne. - powiedziałam odwzajemniając gest. Zadzwonił dzwonek zwiastujący katorgę. Poszliśmy wszyscy do klasy. Usiadłam z Thomson. Milton oczywiście z Julią w pierwszej ławce, a zaraz przed nami Brewer i Martinez. Nauczycielka sprawdziła obecność i zaczęła swoje wykłady, które słuchali chyb tylko zakochańce z pierwszej ławki.
- Dostałam karteczkę od Jack'a, niestety jej treść nie była taka jakiej bym oczekiwała.
"Zaraz po szkole wszyscy idziemy do dojo, bo musimy obgadać sprawę wycieczki."Pokazałam ją Grace. Ta napisała coś na odwrocie i rzuciła kawałek papieru do Jerry'ego. On odpisał i tak już do końca wszystkich lekcji. Po szkole tak jak się umówiliśmy poszliśmy do dojo. W środku nie było nikogo, może jeszcze nie przyszli? Albo chłopaki robią sobie żarty, nie przecież oni też tu są.
- Rudy! - krzyknął Latynos i rozglądnął się dookoła. Po kilku sekundach ze swojego gabinetu wyszedł Gillespie(Rudy), wraz z Bobby'm.
- O już jesteście. Jerry? - zdziwił się na jego widok.
- Co? - zapytał nie ogarniając.
- Nie zostałeś w kozie?
- Poprawka "Klubie Jerry'ego". - poprawił go - Nie... Zależy mi na tej wycieczce, więc nic nie wykręcałem.
- Bardzo się cieszę. Musimy obgadać parę rzeczy. Najpierw czy wszyscy mają zgody? zapytał. Każdy wręczył mu podpisaną kartkę i usiedliśmy na ławeczkach. - Więc równo za tydzień w piątek o godzinie 8:00 rano macie tu być wszyscy. Nie będziemy czekać na spóźnialskich. Góra dwie walizki i jeden bagaż podręczny. Weźcie ubrania na wszystkie okazje, od plaży po kurtki zimowe, które może nie będą potrzebne. Weźcie też stroje wieczorowe, po turnieju wszystkie drużyny mają bal. Będziemy zwiedzać, więc nie zapomnijcie aparatów i przede wszystkim, nie wolno brać alkoholu... - z ostatnim zdaniem zwrócił się do Jerry'ego.
- Spoko, nie bój się nawet nie będziesz wiedział, że go mam.
- Jerry, bo nie pojedziesz. - ostrzegł Rudy, a ten się zamknął - Wracając... Jedziemy na całe ferie czyli dwa tygodnie. Posiłki i hotel opłacane, ale jeśli będziecie chcieli coś kupi to nie zapomnijcie rozbić skarbonki. Poza treningami jesteście zdani na siebie. Możecie chodzić i zwiedzać co chcecie, tylko mi się nie zgubić jeden wybryk i nie ruszacie się sami z hotelu do końca wyjazdu. Każdy ma swój pokój, możecie się nimi wymieniać nocować u siebie, robić imprezy, ale nic nie zniszczcie. W razie co zawsze możecie zwrócić si do mnie lub do Bobby'ego. Zrozumiano?
- Tak - powiedzieliśmy wszyscy chórem.
- Rudy czy Julia też mogłaby jechać? - zapytał Milton.
- A czy jest jedną z uczennic z naszego dojo?- -odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie.
- no więc masz odpowiedź.
- Ale Rudy, nie wytrzymam dwóch tygodni bez mojej Julii. Bobby?
- Ja nie wiem co mam robić... Uwielbiam takie romantyczne scenki, ale my jedziemy na turniej... Milton przestań tak na mnie patrzeć.
- Bobby, dwie dziewczyny i trzech chłopaków, troszkę nie fair. - dodałam, a Grace przytaknęła.
- Och... Niech wam będzie może jechać. - uległ nam wszystkim. Uradowani udaliśmy się do swoich domów. Grace miała do mnie przyjść, żeby pooglądać jakieś filmy. Dotarłam do domu... O nie całkowicie zapomniałam, że Mick tu jest... No to po wieczorze. Znając mojego kuzyna wszystko zepsuje. Dlaczego to ja muszę mieć takiego pecha.Ja weszłam do środka leżał sobie wygodnie na kanapie i oglądał TV. On ma teraz wakacje...
- Hej Kim, może masz ochotę na spaghetti? - zapytał energicznie podnosząc się z kanapy.
- Od ciebie... Nie.
- Ale dlaczego od razu taka wrogość? - ignorując go poszłam na górę i położyłam torbę na łóżku. Weszłam do łazienki w celu odświeżenia się. Poprawiłam włosy i makijaż. Wyszłam z niej i zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko zeszłam na dol i zobaczyłam jak Mick stoi przy drzwiach i z kimś rozmawia, tym ktosiem była oczywiście moja przyjaciółka. Wszędzie rozpoznam jej głos. Podeszłam do drzwi i wepchałam się przed niego... Przed drzwiami stała nie tylko Grace, ale tez Milton, Julia, Jerry i Jack. Uśmiechnęłam się sztucznie i pociągnęłam Thomson za sobą do środka tak aby mogła mnie słyszeć jak szepcze.
- Jak mogłaś mi nie powiedzieć? - zapytałam ledwo słyszalnym głosem...
Super rozdział! :D
OdpowiedzUsuńGrace przyszła z obstawą? No pięknie xD
Czekam na nn^^
Kocham, pozdrawiam! <3
Cioto, ty głupia głupia cioto.
OdpowiedzUsuńCzemu mi do ciula nędzy nie powiedziałaś?! Najlepsza przyjaciółka pfff ;-;
Aleee... całkiem spoko =D
Al ja tu panie kochany więcej AKCJI żądam! Bo na razie masło maślane zamasłem się leję i masłem pogania ;-; masło tłuste ;-; prawie tak jak my ;-; fag. chyba nie powinnam była tego tu pisać, nie? A chuj
Pisz, że się pobili albo zjedli martwe płody, albo pojechali do San Francissco i obrabowali jubilera, mając za broń tylko oszalałe wiewiórki =D no, to czekam x
Boski Rozdział;33
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny;333
Dodaj szybko kochana ;**
Kocham Julka ;333