poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 2 {Dobra i zła wiadomość}

Głupiec ni nie przebacza, ni nie zapomina... Naiwny przebacza i zapomina... Mądry przebacza lecz nie zapomina...
                                                                     

 Weszłyśmy do mojego pokoju i usiadłyśmy na łóżku. Popatrzyłam na te walizki i już mi się nie chciało tego wyciągać i układać... No ale mus to mus...
- No to jak? Bierzemy się za to? - zapytałam, Thomson przytaknęła i otworzyłyśmy pierwszą walizkę. Były w niej, takie rzeczy jak pamiątki, zdjęcia, kosmetyki, książki itp... Zdjęcia poukładałam na komodzie, ale jedno z Grace postawiłam na szafce przy łóżku. Kosmetyki położyłam na półeczce we własnej łazience. Książki poukładałam na półkach nad łóżkiem. W kolejnych dwóch były ubrania. Wywaliłyśmy całą stertę ubrań na podłogę i zaczęłyśmy je przebierać i układać. Przy okazji niektóre po przymierzałyśmy. Miałam więcej ciuchów niż mi się zdawało. Zanim wszystko poukładałyśmy była 21:00. Grace musiała już iść. Wzięłam prysznic i założyłam piżamę. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
          ***          
 Obudziła mnie najbardziej denerwująca rzecz na świecie, budzik. Wstałam i pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam 5-minutowy prysznic. Założyłam niebieskie rurki, czarną bokserkę i pomarańczowe szpilki. Rzęsy pomalowałam czarnym tuszem, a usta waniliową pomadką. Na koniec pomalowałam paznokcie na pomarańczowo i spryskałam się perfumami. Włosy rozczesałam i zostawiłam proste. Gotowa zeszłam na dół na śniadanie. Mama przygotowała naleśniki. Szybko zjadałam i wyszłam z domu. Doszłam do szkoły... Na korytarzu było mnóstwo ludzi. Podeszłam do gabinetu dyrektora i zapukałam po czym weszłam do środka.
- Dzień dobry, ty jesteś Kim? - zapytała kobieta o miłym wyglądzie i głosie.
- Tak. - powiedziałam i się lekko uśmiechnęłam.
- Proszę twój plan lekcji i kluczyk do szafki. - wręczyła mi je. Wyszłam stamtąd  i skierowałam się na najbliższą wolną ławkę. Zaraz obok mnie usiadła całą grupka razem z Grace.
- Hej Kim. - powiedzieli.
- Cześć. - uśmiechnęłam się. Wszyscy usiedli na ławce i zaczęli rozmawiać. Ja gadałam z Grace i Julią.
- No i jak, śnił się Jack? - zaczęła Julia z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie i nie będzie. - powiedziałam.
- Zabujałaś się w Jack'u? - zapytała Grace robiąc wielkie oczy.
- Nie. - powiedziałam stanowczo już lekko poddenerwowana.
- Dobra... Zmieńmy temat, bo chyba zaraz wybuchniesz. Co masz teraz? - zapytała Thomson.
- Historie.
- Ja, Julia, Jerry i Milton mamy matmę. - uśmiechnęła się.
- No i...?
- To znaczy, że będziesz sama z Jack'iem.
- Nawet go nie ma w szkole. - powiedziałam i poszłam pod salę nr 12, ponieważ rozbrzmiał dzwonek. Weszłam do klasy razem z resztą uczniów. Zajęłam ostatnią ławkę. Nauczyciel sprawdził obecność, a w momencie kiedy zawołał Jack'a on wszedł do klasy.
- Jestem. - powiedział i ruszył do ławki.
- Kolejny raz, Brewer. To dziesiąty z rzędu! - krzyczał zły nauczyciel.
- Sorry. - powiedział i usiadł obok mnie, a w całej klasie różne dziewczyny pozajmowały mu miejsca obok siebie. Ale o wybrał mnie, chociaż moim zamiarem nie było zajęcie miejsca dla niego, po prostu nikogo tu nie znałam, więc usiadłam sama, a on obok mnie!!! - krzyczałam w myślach, ze szczęścia. Ja chyba naprawdę się zakochałam, albo przynajmniej zauroczyłam.
- Hej. - przywitał się.
- Cześć. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam kontem oka spoglądając na inne dziewczyny. Widziałam w nich złość, zazdrości i smutek. Jack nawet na nie, nie spojrzał. W środku lekcji dostał liścik od jednej z "wielbicielek"-nie wiem czy mogę je tak nazwać. Otworzył ją i zgniótł w malutką kuleczkę. Odrzucił ją do dziewczyny siedzącej w ławce obok. Spojrzała na mnie złowrogo i coś szepnęła do swojej koleżanki. Odwróciłam wzrok w stronę Jack'a. Patrzył na tablice udając, że słucha paplaniny nauczyciela... Gdyby moja mama słyszała to zdanie wybuchłaby ze złości. Gdy odwróciłam wzrok od niego poczułam się obserwowana. Już do końca lekcji nie zdejmowałam wzroku z tablicy. W końcu zabrzmiał upragniony przez uczniów dzwonek. Spakowałam książki do torby i wyszłam z sali. Na korytarzu nie widziałam nikogo znajomego.
- Hej jak tam historia? - zapytała Julia, która pojawiła się znikąd przede mną.
- A jaka miałaby być? - zapytałam, dobrze wiedziałam, że chodzi jej o Jack'a.
- Ponoć siedzieliście razem.
- Ta, no i...?
- Matko kiedy się wreszcie przyznasz, że on ci się podoba?
- Nigdy bo on mi się nie podoba! - krzyknęłam w miarę cicho aby nie zwracać na siebie uwagi.
- Dobra, dobra... Nie denerwuj się tak. - powiedziała Julia i złapał mnie za ramiona.
- Przyjdziesz dzisiaj do dojo? - zapytała Grace, podbiegając do nas.
- Nie wiem, jeszcze się nie pytałam...
- A kiedy masz zamiar? - zapytała.
- Jak wrócę do domu. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem. Julia trochę mnie zdenerwowała, ale to ja okłamuję samą siebie... przecież on mi się podoba, ale znam o od kilku godzin nic o nim nie wiem, więc nie ma mowy, że komukolwiek o tym powiem. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Razem z Grace i Julią poszłyśmy do klasy. Teraz miałyśmy mieć chemie. Razem w jednej klasie. Usiałam z Thomson w ostatniej ławce, na samym początku Julia z Miltonem, a Jack i Jerry za nami. Starałam się skoncentrować na lekcji, ale cały czas czułam, jak Jack na mnie patrzy. Czułam się niezręcznie. Uwolnił mnie dzwonek szybko spakowałam książki i wyszłam z klasy. Przez wszystkie lekcje było tak samo. Jak rozbrzmiał ostatni dzwonek. Wyszłam ze szkoły. W trakcie drogi zadzwonił mój telefon. To była mama, odebrałam
- Halo? - odezwałam się.
- Kim, za ile będziesz w domu? - zapytała
- Już idę, za kilka minut. - powiedziałam.
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość i złą. - powiedziała
- Tylko nie kolejna przeprowadzka.
- Nie spokojnie. - powiedziała i się szybko rozłączyła. Byłam strasznie ciekawa co mama chciała mi powiedzieć. Przyśpieszyłam kroku, już po trzech minutach byłam w domu. Weszłam do kuchni gdzie siedział mama. Położyłam torbę na krześle i usiadłam naprzeciwko niej.
- Więc o czym chciałaś mi powiedzieć.
- Najpierw dobra czy zła wiadomość? - zapytała
- Zła. - powiedziałam bez zastanowienia.
- No więc... 

Rozdział 1 {Bardzo mi się tu spodobało}

Miłość jest ślepa... Nienawiść jednooka... Tylko przyjaźń nie ma kłopotów ze wzrokiem...
                                                                        

- Strasznie tęskniłam, kiedy przyjechałaś? Mamy tyle do obgadania, muszę ci poopowiadać o wszystkim i ty mu... - rozgadała się.
- Ja też tęskniłam, jak mogłaś zmienić numer? - zapytałam.
- Nie zmieniłam, tylko zgubiłam telefon, a numer razem z nim. - zaśmiała się. Tak bardzo za nią tęskniłam, za tym jej bezustannym gadaniem o wszystkim i o niczym.
- Grace. - powiedział jakiś chłopak o latynoskich rysach twarzy i odstających uszach. 
- Hmm? - odwróciła się w jego stronę.
- Może nam przedstawisz swoją śliczną koleżankę. - zaproponował.
- Tak jasne... To jest Kim, A to są Jerry Julia, Milton i Jack. - przedstawiła wszystkich po kolei. Największą uwagę zwróciłam na Jack'a. Był przystojny, miał puszyste gęste włosy, słodkie dwa pieprzyki na twarzy, no i był bez koszulki!!! OMG!!! Pierwszy raz widzę taką klatę. 
- Hej. - przywitałam się, a oni odwzajemnili mój gest.
- Właśnie idziemy do dojo. Idziesz z nami? - zapytała uśmiechając się od ucha do ucha.
- Jasne. - odparłam i wszyscy ruszyliśmy w stronę centrum. Ja szłam obok Grace, Milton obok Julii i trzymali się za ręce, a Jack szedł z Jerrym na samym początku.
- Kiedy przyjechałaś? - zapytała.
- Dzisiaj. Zostawiłam nawet nie rozpakowane walizki i wyszłam pozwiedzać. - oznajmiłam z miłym uśmiechem. 
- Pomogę ci z tymi walizkami... Ile ich masz? - zapytała.
- Trzy - odparłam i się do niej uśmiechnęłam. Już po paru minutach weszłyśmy do dojo w centrum. Było to dojo, które od razu bardziej mi się spodobało, "Bobby'ego Wasabiego". W środku było kilka szafek, przed wejściem stały puchary za różne zawody, najczęściej za 1 miejsce. Były lekko beżowe ściany, prawie, że białe a podłoga była przykryta niebieskimi matami z nadrukowanym logo dojo.
- Ćwiczyłaś? - zapytała.
- Tak trochę. - powiedziałam.
- Więc, sprawdźmy czy nie wypadłaś z formy.-powiedziała i zdjęła buty stając na macie.
- Ty? - zapytałam unosząc jedną brew do góry.
- Mam niebieski pas. Druga z najlepszych w dojo. - powiedziała z cwaniackim uśmieszkiem.
- A kto jest najlepszy? - zapytałam składając ręce na piersi.
- Jack. - nie przegrał od 4 lat, żadnej walki.
- Jaki ma pas? - zadałam kolejne pytani.
- Czarny 3 stopnia. - powiedziała i pociągnęła mnie za sobą na matę. Zdjęłam buty i się ukłoniłyśmy. Zaczęła się walka. Rzeczywiście. Grace jest dużo lepsza niż była, zresztą ja też. Blokowałam każdy jej cios, a ona moje. Po 5-minutowej walce, wreszcie przerzuciłam ją przez ramię, a ta upadła na ziemię. Ktoś zaczął bić brawo. Odwróciłam się w stronę tego kogoś i zobaczyłam chłopaka o bujnej czuprynie kręconych włosów ubranego w czarno-czerwone kimono.
- To było coś. - powiedział i podszedł do mnie - Może dołączysz do czarnych smoków? - zaproponował i się szeroko uśmiechnął.
- Zostaw ją Frank. - wtrącił się Jack, stając obok mnie.
- Gdyby tu stał Kai, nie byłbyś taki cop do przodu co Jack. - powiedział nie tracąc uśmiechu z twarzy.
- Nie boję się ciebie, Kai'a, ani nikogo z tej waszej bandy czarnych smoków. - powiedział pewny siebie Jack. Frank chciał go uderzyć, ale on zablokował jego cios i wykonał kopnięcie w przód. Trzymając się za obolałą część ciała wybiegł z dojo.
-Nie przejmuj się nim Kim, on i czarne smoki to takie pijawki, jak się przyczepią to nie chcą się odczepić, ale w końcu odpuszczają. - powiedział Jerry - A tak w ogóle to gdzie Rudy. - zapytał gdy do budynku wbiegł zdyszany facet w średnim wie- Przepraszam za spóźnienie, ale goniło mnie stado kaczek. - powiedział jak złapał oddech.
- Co? - zapytała zdziwiona Grace.
- No bo, byłem sobie w parku i karmiłem kaczki chlebem, no a jak się skończył to chciałem już pójść, ale one chciały więcej. Zaczęły mnie gonić przez trzy przecznice, aż w końcu je zgubiłem na przejściu dla pieszych w tłumie. - wytłumaczył.
- A nie przyszło ci do głowy, że może masz okruszki chleba na tyłku? - zapytał Milton.
- Co to głupie, niby skąd... O niech to!-powiedział spoglądając na swój tył. Poszedł do swojego gabinetu.
- To Rudy nasz sensei. - oznajmiła Grace po czym podeszła do Jerry'ego.
- Zapiszesz się na lekcje? - zapytał Jack. 
- Nie wiem musiałbym się najpierw zapytać rodziców. - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Dobra możemy zaczynać. - powiedział Rudy, jak wyszedł z gabinetu.
- A ty to? - zapytał wskazując na mnie palcem.
- Jestem Kim. - powiedziałam
- Jest super pokonała Grace. - powiedział Jerry, za co oberwało mu się w głowę od wściekłej Thomson. 
- Super, jaki masz pas?
- Czarny 2 stopnia.
- Chcesz się do nas zapisać?
- Muszę się zapytać rodziców. - powiedziałam z miłym uśmiechem - Mogę iść jeśli będę przeszkadzać. - dodałam po chwili.
- Nie, oczywiście, że możesz zostać. - powiedział, usiadłam na ławce i z zaciekawieniem oglądałam trening. Patrzyłam na Grace, ale szczególną uwagę poświęciła Jack'owi. Karate to dla niego naprawdę przyjemność. Z chęcią wykonywał wszystkie polecenia Rudy'ego i wszystko wychodziło mu perfekcyjnie. Po dwóch godzinkach skończyli trening. Grace szybko pobiegła się przebrać, a obok mnie usiadła Julia.
- Wpadł ci w oko, co? - zapytała z ruszając brwiami.
- Co? Nie wiem o czym mówisz. - skłamałam chcą uniknąć tego tematu, bo chyba rzeczywiście się zauroczyłam.
- Nie udawaj. widać na kilometr, że Jack ci się podoba. - powiedziała - Ja też taka byłam gdy poznałam Miltona. - dodała.
- Ale nawet gdyby on mi się podobał, nie mam czasu na miłości, a moi rodzice by mnie zamordowali. - powiedziałam i spuściłam głowę.
- Po pierwsze - Gapiłaś się na niego cały czas i co jakiś czas się do siebie uśmiechaliście. Po drugie - On też się zauroczył jak nie coś więcej. Po trzecie - Jeśli to miłość nic nie będzie w stanie was rozdzielić, a ty zawsze znajdziesz czas dla drugiej połówki. - mówiła z przekonaniem. Z szatni wyszła Grace.
- Idziemy Kim? - zapytała podchodząc do nas.
- Tak jasne. - powiedziałam i wstałam - Pa Julia! - krzyknęłam jeszcze na pożegnanie. Wyszłyśmy z dojo i kierowałyśmy się do mojego nowego domu, niestety nie na długo, a szkoda naprawdę bardzo mi się tu spodobało. Szłyśmy niedługo, ale i tak wydłużyłyśmy sobie drogę, przez powolnie stawiane kroki i spacer przez park po drodze. Doszłyśmy wreszcie do małego jednorodzinnego domku. Weszłyśmy do środka, w kuchni spotkałyśmy moją mamę.
- Dzień dobry. - przywitała się Grace.
- Dzień dobry, a od kiedy ty tu mieszkasz Grace? - zapytała moja rodzicielka.
- Od 6 miesięcy. - oznajmiła Thomson. Poszłyśmy na górę do mojego pokoju.
                                                                             

No to jest pierwszy rozdział... 
O niczym, ale jest☺
Krótki, ale jest☺
Bezsensowny, ale jest☺
Można by tego dużo wyliczać. Jak wam się podoba??? Dodać też bohaterów?

niedziela, 29 grudnia 2013

Prolog

Prawdziwa miłość bywa bliżej niż może się to wydawać
                                                                        
 Znowu to samo, ta sama wymówka... Znowu przeprowadzka. Za każdym razem to samo, mówią, że to już ostatni raz, ale zawsze łamią obietnicę i się tłumaczą zleceniami z pracy. Mam tego dość. Ledwo się rozpakuję, a już muszę się z powrotem pakować. Tym razem wybrali Seaford, małe miasteczko leżące nad morzem. Nasz dom był w samym środku miejscowości. Mały domek jednorodzinny. Zostawiłam walizki w swoi pokoju i ruszyłam trochę pozwiedzać. Samo miasto wydawało się być przyjemne. Wokół mnóstwo drzew i kwiatów, śliczny park z oczkiem i rybkami, świetne centrum handlowe i dwa dojo. Jedno "Bobby'ego Wasabiego", a drugie "Czarnych smoków". Dotarłam wreszcie na plaże, mnóstwo osób. W końcu był naprawdę ładny dzień. Słońce mocno świeciło i nie było najmniejszej chmury na niebie. Przechadzałam się po brzegu, a gdy przechodziłam koło grupki znajomych, zauważyłam moją starą znajomą Grace Thomson.
-Grace!!-krzyknęłam
-Kim?!!-zdziwiła się na mój widok. Podbiegłyśmy do siebie i mocno się przytuliłyśmy na przywitanie...
                                                                        

No i jest prolog, skończyłam w miejscu gdzie się zaczęło opowiadanie ;)
Jeśli wam się podoba to powiedźcie znajomym, rodzinie, sąsiadom, ludziom spotkanym na ulicy, komukolwiek, możecie nawet wykrzyczeć przez okno☺
Komentujcie i wracajcie☺